19.10.2002 - 22.10.2002
Sudety - Karkonosze - Wycieczki Gaci i Kubusia

Przełęcz Szklarska - Hala Szrenicka - schronisko "Pod Łabskim Szczytem"(nocleg) - Śnieżne Kotły - Rozdroże pod Jaworem - Hutniczy Grzbiet - Przełęcz Karkonoska - Spalona Strażnica - Strzecha Akademicka - Samotnia (nocleg) - Spalona Strażnica - Przełęcz Pod Śnieżką - Droga Jubileuszowa - Przełęcz Sowia - Skalny Stół - schronisko na Przełęczy Okraj (nocleg) - Kowary

Opis szlaku
I dzień
Rano przyjeżdżamy pociągiem do Szklarskiej Poręby. Schodzimy na dworzec autobusowy i jedziemy do Jakuszyc. Wysiadamy przy zajeździe o wdzięcznej nazwie - Bombaj. Cofamy się i po ok. 1,5 km z szosy schodzimy na piękną, szeroką i wygodną drogę. Dochodzimy do Skalnej Bramy; są to skałki na zachodnim skłonie Karkonoszy usytuowane na wysokości ok. 1000 m n.p.m. Skałki te stanowią dobry punkt widokowy na Góry Izerskie i okolice Szklarskiej Poręby.
Przez cały czas posuwamy się szlakiem zielonym. Jest to przepiękna trasa, ale niezbyt wygodna i obfitująca w wodę. Szeroka droga zamienia się w wąziutką ścieżynkę, miejscami ginącą pośród świerków. Ze świerkowego lasu wychodzimy na obszar pokryty zniszczonymi drzewami. Po prawej stronie znajdują się Owcze Skały. Uwaga! Za Owczymi Skałami można zgubić szlak! Idąc prosto (doskonały widok na Halę Szrenicką i Szrenicę) natrafiamy na drogę. Skręcamy nią w prawo. Po pewnym czasie ponownie znajdujemy szlak zielony. Mokrą, ale prześliczną ścieżką dochodzimy na Halę Szrenicką, gdzie znajduje się schronisko PTTK. Dalej, przez cały czas szlaczkiem zielonym posuwamy się w górę. Natykamy się na skałki noszące wdzięczną nazwę Końskie Łby. Mijamy wyciąg, obchodzimy wierzchołek Szrenicy. Piękną, kamienistą ścieżką dochodzimy do Mokrej Przełęczy. Ścieżka przy opadzie śniegu jest zdradliwa (Kubuś miał fatalistyczną wizję: połamane nogi, ręce, kosówka w oku - oczywiście wszystko naraz...) Tam skręcamy na szlak zielony, nazywany inaczej Mokrą Drogą. Poruszamy się ślicznie położoną ścieżką). Po lewej stronie rozpościera się widok na okolice Szklarskiej Poręby i pozostającą w tyle, Szrenicę. Po pewnym czasie dochodzimy do schroniska "Pod Łabskim Szczytem".

II dzień
Wychodzimy ze schroniska i szlakiem zielonym podążamy w stronę Śnieżnych Kotłów.
Śnieżne Kotły - najbardziej "tatrzański" zakątek Karkonoszy. Kotły, wyrwane w zboczach Karkonoszy pomiędzy Łabskim Szczytem a Wielkim Szyszakiem. Swą nazwę wzięły od śniegu, którego płaty można spotkać nawet w sierpniu. Powstały pod koniec epoki lodowcowej i są pamiątką po rodzimych lodowcach. Zadziwiająca jest również fauna: ślimaczki arktyczne, płochacze skalne i drozdy obrożne oraz flora kotłów: zimnoziół północny (relikt epoki lodowcowej), pierwiosnka najmniejsza, sasanka alpejska, róża alpejska, wawrzynek wilczełyko i tojad mocny. W początkach XIX w. powstał tam bufet z kawą i likierem, w 1837 r. drewniane schronisko postawili Schaffgotschowie. Po dwudziestu latach zniszczone przez wichurę. Później postawiono murowane schronisko, które po uderzeniach pioruna, przerobiono na hotel. Obecnie znajduje się tam stacja przekaźnikowa TV.
Ścieżka jest przepięknie położona, wąska, przy dobrej widoczności mamy widok na Kotlinę Jeleniogórską. Przy niewielkich opadach śniegu dróżka jest zdradliwa, noga, przy odrobinie nieuwagi, może wpaść w szczelinkę między kamieniami... natomiast w okresie zimowym szlak jest zamknięty.
Przez cały czas kierujemy się szlakiem zielonym. Dochodzimy do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem, gdzie napotykamy szlak czerwony, biegnący ze schroniska "Pod Łabskim Szczytem" oraz szlak niebieski, z Piechowic na Przełęcz pod Śmielcem. Dalej zielonym docieramy do Rozdroża pod Jaworem i przez cały czas kierując się Ścieżką nad Reglami dochodzimy do szlaku czarnego, wiodącego Hutniczym Grzbietem. Szlak zielony to piękna dróżka, miejscami w lesie, rzadko uczęszczana, łatwa, jednakże w śniegu i przy wietrze może sprawić trudności a na pewno spowolnić marsz.
Szlakiem czarnym dochodzimy do granicy polsko-czeskiej.
Asfaltową drogą (szlakiem czerwonym) docieramy do Przełęczy Dołek, a następnie na Przełęcz Karkonoską. Z przełęczy, szybciutko dochodzimy do schroniska PTTK "Odrodzenie". Jest to duży, trójkondygnacyjny hotel górski. Wzniesiono go w latach 1923 - 27. W czasie wojny wypoczywali tam nazistowscy oficerowie. W latach solidarnościowej konspiracji spotykali się tam opozycjoniści z Czech i Polski. Obecnie jest to zwykłe schronisko.
Z Odrodzenia szlakiem czerwonym podchodzimy do Słonecznika. Jest to jedna z popularniejszych skałek karkonoskich. Granitowe ciosy - ostańce wznoszą się na wysokości ok.1423 m.n.p.m. i są wysokie na ok.12,5 m. Nazwa Słonecznik pochodzi od słońca, a nie od kwiatu. Stare podania mówią, że kiedy słońce ukazuje się nad skałą mamy południe. Po pewnym czasie, przez cały czas idąc Głównym Szlakiem Sudeckim (czerwonym) docieramy do punktów widokowych na kotły Wielkiego i Małego Stawu.
Idąc górą od Słonecznika, po pewnym czasie widzimy Kocioł Wielkiego Stawu, którego ściany opadają stopniami do polodowcowej misy zamkniętej moreną i skalnym ryglem. Wielki Staw jest największym jeziorem naturalnym Karkonoszy. Jego powierzchnia zajmuje 8 ha, a głębokość dochodzi do 24,5 m. Kiedyś staw ten był bardzo często odwiedzany, widywano tutaj Ducha Gór, jeżdżącego po lodzie rogatymi saniami. Twierdzono również, że jeziorko nie ma dna i jest zamieszkiwane przez demony. Obecnie do stawu nie wiedzie żaden szlak turystyczny.
Następny w kolejności jest Kocioł Małego Stawu. Mały Staw ma powierzchnię ok. 3 ha i to właśnie nad nim znajduje się często odwiedzane schronisko "Samotnia".
Kocioł, staw i schronisko pięknie prezentują się z góry, jednakże w trosce o bezpieczeństwo turystów skalne krawędzie ograniczono barierkami.
Idąc przez cały czas szeroka drogą, szlakiem czerwonym dochodzimy do Spalonej Strażnicy i odbijamy w lewo na szlak niebieski. Dalej szeroką, brukowaną drogą schodzimy do schroniska "Strzecha Akademicka" i następnie, przez cały czas szlakiem niebieskim dochodzimy do Samotni.
Tam kończymy wędrówkę. Trasa malownicza i latem, bez obciążenia nie powinna zająć więcej aniżeli 5, 6 h. Jednakże w śniegu, błocie, wietrze i deszczu poziom trudności się zwiększa i droga zabiera 2 razy więcej czasu. My szliśmy około 8h.

III dzień
Ze schroniska "Samotnia" podchodzimy szlakiem niebieskim do ruin strażnicy i stamtąd prawie równą drogą (z małym wyjątkiem) wędrujemy aż do Przełęczy Pod Śnieżką. Tam wchodzimy na tzw. Drogę Jubileuszową. Droga ta została zbudowana w 1905 roku z okazji 25-lecia Riesengebirgsverein. Przeznaczona jest dla turystów nie lubiących stromizn. Omijamy szczyt i wędrujemy Czarnym Grzbietem, wąską ścieżką wśród kosówki. Mijając czeskie schronisko "Jelenka" schodzimy na Sowią Przełęcz. Znajduje się tam turystyczne przejście graniczne. Przez cały czas kierujemy się szlakiem niebieskim i krótkim podejściem zdobywamy Skalny Stół. Kowarskim Grzbietem schodzimy na Przełęcz Okraj. Jest to obniżenie oddzielające Kowarski Grzbiet Karkonoszy od Grzbietu Lasockiego. Od XVIII w. Rozwijało się tam pasterstwo, budowano szałasy i budy pasterskie. Kiedyś istniało tam przejście graniczne i komora celna na granicy prusko-austriackiej. Obecnie jest strażnica Straży Granicznej i schronisko turystyczne. Po czeskiej stronie jest mała miejscowość z pensjonatami, restauracjami, hotelami, stokami narciarskimi i wyciągami.
Trasa przyjemna i krótka - ok.3 h

IV dzień
Ze schroniska przez około godzinę schodzimy wąską, przyjemną ścieżką. Dochodzimy do krzyżówki ze szlakiem czarnym, którym dochodzimy do sztolni. Po kopalni turyści oprowadzani są przez przewodników, 1200m chodników trwa ok. godziny. Można zapoznać się z technologią budowy i eksploatacji kopalni, urozmaiceniem są ekspozycje sudeckich minerałów i kamieni półszlachetnych. Tryska tam źródło z "potencjałką" - wodą wzmacniającą siły witalne i pobudzającą do działania. W kopalni jest dosyć chłodno. Najlepiej wziąć cieplejszą odzież.
Wycieczka przyjemna i krótka, łącznie ze zwiedzaniem sztolni zajmuje około 3 - 3,5 h.

 

Reportaż
Dzień pierwszy.
Tradycyjnie podróż do Szklarskiej Poręby minęła nam bez zakłóceń. Początkowo aura nie była zachwycająca - przed nami godzinne czekanie na autobus do Jakuszyc - deszcz zacina, wszystkie knajpki zamknięte, a Karkonoszy zza chmur ani widu ani słychu. Usiedliśmy na twardych przystankowych ławkach, oglądaliśmy ludzi i czekaliśmy.
Uff, około godziny jedenastej wysiedliśmy z autobusu przed granicznym zajazdem "Bombaj". W bardzo miłej atmosferze zjedliśmy ciepłe śniadanko, a tymczasem deszcz za oknem przemienił się w śnieg i zrobiło się przyjemniej.
Szło się nam raźnie i wesoło. Sypał śnieżnobiały puszek, czasami zza ciemnych chmur wyglądało słonko, było wspaniale. Tym razem nie zgubiłam szlaku i bez problemu doszliśmy na Halę Szrenicką. Zdecydowaliśmy się zjeść drugie śniadanko i wypić coś gorącego.
Po wyjściu ze schroniska okazało się, że temperatura spadła do 00C, a śnieg zaczął zamarzać. Zimny wiatr dmuchał nam w twarze. Idąc do schroniska "Pod Łabskim Szczytem", podziwialiśmy piękno ośnieżonych gór. Śnieg prószył przez cały czas....
Na pokój musieliśmy poczekać około pół godziny (tzw. doba hotelowa), nie przejęliśmy się tym zbytnio i raczyliśmy się herbatką z termosu.
Pokoik okazał się bardzo przyjemny, drewniane, piętrowe łóżka, czerwone pufy, stolik, szafa, lustro, a przede wszystkim cieplutki kaloryfer!!! (od razu znalazły się na nim przemoczone buty Kubusia i mokre spodnie Gaci)
Dokonaliśmy drobnych ablucji, a potem zeszliśmy na pyszny obiadek i deserek (bananowa kaszka Bebiko). Posiliwszy się i odpocząwszy wróciliśmy na górę, wskoczyliśmy do naszych "puchorków" i nnn....aaa...
Dzień drugi.
Dzień był śliczny - śnieg mieniący się w porannym słońcu, powiewający chwilami wiatr, przelotnie prószące białe płatki.
Wyruszyliśmy po zjedzeniu śniadanka i wypiciu słodkiej, gorącej herbatki...
Początkowo szło się nam dobrze - ja z kijami torowałam szlak, było wesoło, rozkoszowaliśmy się też panującą ciszą i pięknem. Niestety w Rezerwacie Śnieżne Kotły, opady śniegu stały się intensywniejsze, teren coraz trudniejszy i przykryty białym puchem. Zaliczyłam kilka podpórek i złapałam zająca...
W planach mieliśmy dojście do Odrodzenia szlakiem zielonym, ale w praktyce zrobiliśmy inaczej. Niestety, śnieg, a miejscami błoto, opóźniały marsz. Zdecydowaliśmy się podejść czarnym szlakiem na grań i dalej górą (przez Odrodzenie) do Samotni, gdzie mieliśmy nocleg.
Na Przełęczy Karkonoskiej mój żołądek zaczął protestować i zdecydowaliśmy się wpaść do schroniska na gorącą zupę.
Ach, jak cieplutko!
Niestety, na zegarze wybiła 17.00, na dworze za godzinę lub dwie będzie ciemno, a przed nami jeszcze droga na nocleg (ha, ha, relaksowy wyjazd).
Na szczęście nie było tak źle. Za Słonecznikiem zaczęło robić się ciemno, światło księżyca odbite od śniegu rozpraszało mrok. Temperatura znacznie spadła - pod nogami skrzypiało, a moje ręce pomimo rękawiczek były niczym sopelki. Za to widoki mieliśmy niesamowite: w dole, pod nami - malutka Samotnia, z oknami rozświetlonymi żółtym światłem, przycupnięta przy stawku; nieco wyżej światła Strzechy Akademickiej, w oddali Śnieżka ze statkiem kosmicznym na szczycie; za tymi wspaniałościami światła Kotliny Jeleniogórskiej...
Do Samotni, zmęczeni , dotarliśmy około 20.00. Zjedliśmy ciepłą zupkę (z paczki), wypiliśmy herbatę i wyszliśmy zadzwonić do mamy. Przy okazji zostaliśmy zaproszeni przez gospodarzy na film do jadalni. Tato zrezygnował i poszedł spać, ja dołączyłam do niego po dwóch godzinach. Ten dzień dał nam do wiwatu. Zasnęliśmy szybko.
Dzień trzeci.
Obudziłam się nieco obolała. Poprzedni dzień dał o sobie znać... Po dokonaniu szybkich ablucji w pokojowym zlewie (na szczęście w ciepłej wodzie) spakowaliśmy bagaże i zeszliśmy na śniadanie do zimnej jadalni. Rozgrzałam się ciepłą kaszką i herbatką i już trzeba było iść.
Kiedy otwarłam drzwi, na twarzy poczułam lodowaty podmuch. W nocy miękki śnieg przemienił się w cienką warstwę lodu...Brrr... Wiało, mroziło, pomimo czapki uszy odpadały (kaptury czasami się przydają) a policzki zrobiły się sztywne... A im bliżej Śnieżki tym silniejszy wiatr i gorsza widoczność.
Najwyższy szczyt Karkonoszy obeszliśmy Drogą Jubileuszową, niestety kopuła tonęła we mgle. Momentami wietrzysko było tak mocne, że nie mogłam iść... Na szczęście za Śnieżką pogoda jakby się polepszyła, wiatr zelżał, wyjrzało słonko, świat wypiękniał; z jednej strony nieprzyjemna, mroźna i niebezpieczna, a z drugiej śliczna, lekko ośnieżona i radosna kraina marzeń (wrażenie psuły okropne, usztywnione drewnem stopnie i ławeczki - jak na promenadzie!!!!!)
Od Sowiej Przełęczy właściwie śnieg się skończył, krajobraz bardziej pasował do jesieni aniżeli do zimy (miła odmiana po poprzednich dniach). Niestety, wiatr na Skalnym Stole "wynagrodził" nam brak białego puchu!
Ważąc ponad 50 kg i mając ok. 10 kg plecak nie mogłam ustać na nogach. Szybko stamtąd uciekłam - nie interesowała mnie nadprogramowa podróż w okolice Karpacza... Dalej szło się bardzo miło i przyjemnie, poza momentem, kiedy mój nowy but znalazł się po kostkę w błocie...
W schronisku na Przełęczy Okraj byliśmy sami. Nie ogrzewano budynku, więc do pokoju dostaliśmy grzejnik elektryczny - tato go zepsuł i musieliśmy zastosować sznurowadło... Ciepła woda była, czajnik również - czego więcej można chcieć? Przed obiadkiem zrobiłam sobie wycieczkę do Czech, małe zakupy na śniadanko i podwieczorek... Pojedliśmy, poczytaliśmy, a tymczasem noc swym płaszczem otuliła świat...
Chrumm... Obudziłam się, coś chrobocze w stropie. Chrumm - tym razem na pobliskim łóżku COŚ chwaszczy..... Ach te myszki...
Dzień czwarty.
Za oknem piękna pogoda, a my musimy wracać.
Zjedliśmy śniadanko (przynajmniej myszy wszystkiego nie zjadły) i ruszyliśmy w drogę. Schodząc do Kowar, postanowiliśmy obejrzeć sztolnie. Niestety, trafiliśmy na grupę ośmiolatków i pani tłumaczyła, jak wygląda kask górnika... ale i tak mi się podobało.
Na przystanku okazało się, że autobus do Jeleniej odjechał chwilę wcześniej i tym samym zostaliśmy zmuszeni do zejścia do centrum. Hmm, zatrzymaliśmy się dopiero przy drodze wylotowej do Jeleniej...... na szczęście na pociąg zdążyliśmy!

Tekst - Gacia
Foto - Kubuś