16.05.2004
Korona Sudetów - Ještedsko - kozákovski hřbet - Ještěd
Korona Sudetów - Ještedsko - kozákovski hřbet - Ještěd
|
Drrrr... Jest piękny ranek, ptaszki śpiewają i akurat chciałabym zjeść śniadanie...A tu brzęczy telefon komórkowy. Okazało się, że to mój przyjaciel Nasturcja Siteczko zapytuje, czy nie chciałabym uczestniczyć w rajdzie "Sudecka Wiosna" organizowanym przez Komisję Turystyki Górskiej z Wrocławia. Jako, że akurat nie mam konkretnych planów, przystaję na propozycję z przyjemnością. Teren owego rajdu to Góry Łużyckie, a przy okazji planowane jest wejście na Ještěd - najwyższy szczyt Ještedsko - kozákovskiego hřbetu. Bardzo się ucieszyłam z tej możliwości, ponieważ moje pierwsze podejście do tej góry nie stanowiło zaszczytu - wjechałam kolejką... Ješted (1012m n.p.m.) i jego grzbiet leżą w obszarze Masywu Czeskiego. Kilkanaście lat temu umiejscawianie tego szczytu w określonym paśmie było kwestią budzącą kontrowersje. Do dzisiaj zresztą, w niektórych opracowaniach Ješted zaliczany jest do Gór Łużyckich, a Kozákovský hřbet wyodrębniany jako osobne pasmo. Przyjmuje się jednak, że stanowi on kulminację Grzbietu Jestedzko - Kozakowskiego. Bazą wypadową obrano schronisko na Pláně pod Ještědem. Mieliśmy do niego dojść z Liberca, miasta leżącego u podnóża naszego celu. Niestety, z powodu splotu niespodziewanych okoliczności wraz z kolegą, starszym i ogólnie szanowanym, musiałam odłączyć się od grupy i wrócić na granicę. Liberec przywitał nas widokiem Ještěda, skąpanego w świetle zachodzącego słońca. Jednakże trudno rozkoszować się widokami, nawet przepięknymi, kiedy jest się zmęczonym, w dodatku czując ssanie głodowe...A jak doskonale i powszechnie wiadomo: Polak głodny to zły. Na szczęście, podczas wysiadania z autobusu, kolega zauważył czynny bar, w którym postanowiliśmy zatrzymać się dłużej. Pyszny, ciepły obiadek popity Pawim Oczkiem (polecam po wycieczce), zniknął z talerzy. Wybiła 22, czas ruszać dalej. Latarka w dłoń, uśmiech na twarz i witaj szlaku wieczorny! Przyznaję uczciwie, że nie mając ułożonego posiłku w żołądku i czując zmęczenie całego dnia, nie szło mi się lekko. Dodatkowo, chyba w celu urozmaicenia nam wyprawy, zaczął padać deszcz. Wkrótce początkowa mżawka zamieniła się w regularną ulewę, a my, w koszulach flanelowych niestrudzenie brniemy w górę... (Kurtki? Owszem, są, ale w plecakach od paru godzin znajdujących się w pokojach.) Na szczęście, schronisko położone jest niedaleko, ok. 3 km od Liberca - szlakiem zielonym, później żółtym, a ostatni odcinek łączonym czerwono-żółtym (wybrany przez nas wariant), lub 1,5 km szlakiem czerwonym, ale bardziej stromym. Udało nam się dojść w całości i nawet nie bardzo przemoczonym. Wynagrodzono nas "kubkiem pokoju" i po zdaniu relacji poddałam się ogólnie panującemu nastrojowi radości i zabawy. Widok kierownika trasy, będącego po sporach, z niektórymi uczestniczkami, grającego w środku nocy na gitarze i zdzierającego sobie gardło z łobuzerskim uśmiechem na twarzy, pozwolił mi zapomnieć o przykrościach i wysiłku minionego dnia, powoli odżywałam. Trzecia nad ranem, minut dwadzieścia...Nagle Nasturcja Siteczko stwierdza, że bierze statyw i udaje się fotografować Ještěd. Błyskawicznie podejmuję decyzję i zamiast ciepłego śpiworka wybieram wiatr, chłód i nocną sesję zdjęciową. Bawimy się fantastycznie, oświetlony nadajnik na Ještědzie przywodzi na myśl paryską Wieżę Eiffla, tyle że zawieszoną w przestrzeni.....Planujemy nawet wschód słońca, ale jakoś w czasie oczekiwania zasypiamy. Dzień wejścia na Ještěd okazał się zimny, mglisty, deszczowy i ogólnie paskudny. Nie poddajemy się, zbieramy z Nasturcją ekipę i ruszamy... Kierownik trasy wybrał szlak czerwony - bezpośredni, łatwy i przyjemny, który podczas dobrej pogody (hi, hi), zapewnia ładne widoczki. Nie jest również długi - ok.3 kilometrów i jak pisałam, nie nastręcza żadnych trudności. Niestety, deszcz nie przestaje padać i nie wiem jak inni, ale ja poprzez ścianę deszczu widzę tylko mgłę...Udaje mi się przynajmniej wejść na szczyt! Ještěd jest ciekawą kulminacją - w 3/4 pokryty lasami, resztę porastają trawa i krzaki na gołoborzach.. Na wierzchołku znajduje się budowla, wywołująca skojarzenia raczej kosmiczne. Jest to połączenie restauracji, hotelu oraz wieży radiowo-telewizyjnej. Konstrukcja jest w formie "lejka" zakończonego iglicą (wysokość 92m, szerokość podstawy 33m) , pokrytego warstwą aluminium. Odbija ona promienie słoneczne, przez co jest dobrze widoczna nawet z dużej odległości. Całość została zaprojektowana przez architekta Karla Hubáčka, którego w 1969r, jako czwartego człowieka na świecie, wyróżniono nagrodą Perreta. Na Ještedzie znajduje się również stacja kolejki linowej, którą można dojechać na szczyt z Liberca. Przy ładnej pogodzie z wierzchołka widać Góry Łużyckie, Izerskie (nad Libercem), Karkonosze, Podgórze Karkonoskie, a także Czeski Raj, Ralską pahorkatinę, Średniogórze Czeskie, a nawet, przy wysokiej przejrzystości powietrza, Bogatynię, a w drugą stronę Pragę. Patrzę, patrzę i...nie widzę niczego, co znajduje się kilka metrów ode mnie. Nawet zarysu... Ciesząc się z osiągniętego celu wypijam cieplutką herbatkę i dokonuję kupna dawnego, bo jeszcze czechosłowackiego, folderu za kilka koron i wraz z grupą schodzimy do Liberca. Ze względu na złe warunki atmosferyczne poruszamy się drogą jezdną i dopiero w połowie zejścia podejmujemy z kierownikiem trasy decyzję o wejściu na szlak niebieski. Szlak ten skraca nam trasę o ok. 2 km. W Libercu, zmarznięta i głodna, w towarzystwie Nasturcji Siteczko idę do baru dworcowego na obiad. Rzeczony bar nie należy do miejsc przyjemnych, ale jest tani i można się najeść. W ramach ukulturalniania się wstępujemy na deser do miłej i przytulnej knajpki, od dworca w dół, po prawej stronie - gdyby ktoś chciał skorzystać. A później, w deszczu, na górę do schroniska i zabawa do białego rana, bo to ostatnia rajdowa noc... Tak wyglądało moje wejście na Ješted. Mam nadzieję, że turystom planującym w niedalekiej przyszłości zdobycie kolejnego szczytu Korony Sudetów pogoda dopisze i będą mogli w pełni rozkoszować się przepięknymi, rozległymi widokami. Gacia |
|



